Temat sterylizacji i kastracji naszych pupili to bardzo
często poruszany temat. Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy mają swoje
argumenty, którymi starają się na siłę! przekonać osoby niezdecydowane do
swoich racji.
Dlaczego „na siłę”? Niestety, w tak zwanym „środowisku
zwierzęcym” bardzo duży procent osób udzielających się nie potrafi
zaakceptować, że ktoś może mieć inne zdanie niż oni. Uważam, że zbyt powszechne
stają się „nagonki” i „shit-stormy” na wszelakiego typu forach oraz portalach społecznościowych. Zamiast podawać
konkretne argumenty „za” lub „przeciw” niektórzy uważają, że mają prawo
umoralniać często i tak zagubionych, świeżych właścicieli psów, kotów, a nawet gryzoni,
dodatkowo nie dając im żadnych cennych rad, a tylko oceniając ich i obrażając.
Dlatego właśnie postanowiłam napisać ten artykuł z punktu widzenia osoby, która
jak najbardziej popiera kastrację, ale nie zamierzam nikomu tego narzucać. Mój
wpis postaram się utrzymać w tonie czysto bezstronnym, bazując na faktach i
moich osobistych doświadczeniach.
Moim głównym celem jest informowanie i przekazywanie wiedzy,
a nie zmuszanie czy narzucanie swoich poglądów. Wszak żyjemy w wolnym kraju i
nikt nie może nas do niczego (teoretycznie) zmusić.
